|Link | 22.sierpnia.2008 | 1:40 || Hmm? 2

Po miesiącu nieobecności wracam do starych zwyczajów, powoli wtłaczam się w rutynę i bardzo wyraźnie widzę skażony krajobraz naszej codzienności, pod zaciśniętymi powiekami przyznaję sama przed sobą - jesteśmy fatalnie uzależnieni. I nie chcemy pomocy. On nie widzi problemu w cztero-pięciodniowych imprezach i maratonach białych kresek, ja chcę po prostu schudnąć, zrzucę te kilka kilogramów i wrócę do regularnego, zdrowego trybu życia. Właściwie uważam, że kontroluję sytuację, wiem dokładnie co robię, na ile mogę sobie pozwolić, czasami tylko łapię się na dziwnych momentach, kiedy wybieram narkotyki tylko z powodu mniejszej zawartości kalorii w porównaniu z alkoholem. Albo z chłodnym spokojem obliczam kiedy powinnam wziąć tabletki tak, by nie kolidowały z posiłkiem, który naturalnie zostanie zwrócony. Albo pluję krwią w toalecie, bo już nic więcej nie mogę z siebie wydrzeć.

Unikam takich sytuacji. Jadam niewiele, ale posiłki komponuję w taki sposób, by nic na talerzu nie było zbędne, żebym w przypływie szaleństwa nie uznała tego za konieczny do usunięcia śmieć. Stąpam po wąskiej ścieżce normalności. Znam na pamięć etykiety mnóstwa produktów i oddziaływanie poszczególnych minerałów, nie mogę sobie odmówić przyjemności tak świadomej diety. Nie panuję natomiast zupełnie nad @#@^, o ile przegrywałabym z kobietą, wiedziałabym jak reagować, ale kiedy przegrywam z kokainą, zupełnie sobie z tym nie radzę. Chłonę negatywy, nakręcam się i odkładam na stertę wszystkie wyniszczające emocje, aż w końcu dochodzę do wrzenia, potykam się i ląduję w łóżku z wielką tabliczką czekolady, a stamtąd już najkrótsza droga do łazienki.

*^&^% dostawał szału słysząc burczenie mojego żołądka w nocnej ciszy, pośród moich próśb/gróźb wychodził po jedzenie i niemal siłą je we mnie wpychał. Dopiero niedawno dotarło do niego, że takie działania przynoszą zupełnie odwrotny skutek. Awantura. Bezsensowne drapanie. Niekończące się odbijanie piłeczki aż do nieśmiertelnej deklaracji przestanę jeśli ty przestaniesz. Może trzymamy się razem tylko po to, aby usprawiedliwić swoje ułomności, spokojni o siebie, wiemy doskonale, że żadne nie okaże się silniejsze.

|Link | 15.sierpnia.2008 | 22:06 || Hmm? 0

Hard study mode: on
sorry...





© Nurmi

Ksiega Gości


Bio

Archiwium

2008
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005
2004



nin.com
meathead
heirophant
bedlam in goliath
sopor aeternus

slimelight
yesternight
torture garden

sztuka.pl
obieg